Kadr z filmu "Lewa połowa twarzy", fot. materiały prasowe

Leszek Krutulski w filmie „Lewa połowa twarzy”, fot. materiały prasowe

 

Biografie mistrzów fotografii i dokument o brutalnym życiu paparazzi. Poetyckie etiudy, dokumentalne komedie i archiwalia zmontowane w nową całość.

Oto 7 najlepszych polskich filmów o fotografii.

„Dziennik z podróży” Piotra Stasika – zdjęcie jako rozmowa ze światem

Kadr z filmu "Dziennik z podróży" Piotra Stasika

Kadr z filmu „Dziennik z podróży” w reżyserii Piotra Stasika, fot. Krakowski Festiwal Filmowy.

Jest legendą polskiej fotografii, prekursorem fotoreportażu i wybitnym portrecistą. Tadeusz Rolke fotografował Tadeusza Kantora, Romana Polańskiego, Alinę Szapocznikow, Artura Rubinsteina i Nikifora. Jego zdjęcia drukowały prestiżowe niemieckie i polskie magazyny, a wystawy przyciągały tłumy. Artysta określany mianem „polskiego Cartier-Bressona” w dokumentalnym filmie Piotra Stasika schodzi z cokołu. Stasika nie interesuje Rolke-mistrz, ale Rolke prywatny.

„Dziennik z podróży” to opowieść o podróżniczym projekcie mistrza i jego nastoletniego ucznia, Michała. W camperze przerobionym na mobilną ciemnię przemierzają polską prowincję, fotografując ludzi napotkanych w małych miasteczkach. Dla nastoletniego Michała wyprawa jest szkołą fotografii – stary mistrz opowiada mu o regułach rzemiosła, tłumaczy, jak kadrować, jak wywoływać odbitki. Ale coraz więcej rozmawiają o życiu, trudnych wyborach, miłości, upływie czasu…

Bo „Dziennik z podróży” to opowieść o fotografii jako rozmowie ze światem. Przypadkowo spotykani ludzie dla Rolkego stają się początkiem nowych opowieści, intrygują, przyciągają. Fotografia pozwala przełamywać bariery. „Kiedy byłem młody, byłem bardzo nieśmiały” – mówi Rolke. Aparat fotograficzny pozwalał mu oswajać obcość, był pretekstem do spotkania i rozmowy.

Opowiadając o Rolkem i jego nastoletnim uczniu, Piotr Stasik stworzył film o ciekawości życia i o pasji, która nie daje się ugryźć zębowi czasu. Jego dokumentalna komedia jest hołdem dla mistrza, ale też dla sztuki i dla fotografii, która pozwala przełamywać lęki i staje się sposobem na komunikowanie ze światem.

„Paparazzi” Piotra Bernasia – fotografia, która zżera duszę

Kadr z filmu 'Paparazzi', reż. Piotr Bernaś

Kadr z filmu „Paparazzi”, reż. Piotr Bernaś

Cały ten proces bycia skurwysynem przechodzisz świadomie. Zawsze się można posunąć dalej, zawsze można zrobić bardziej świńską rzecz. (…) I to cię napędza, tam w środku” – wyznaje tytułowy bohater filmu „Paparazzi”Piotra Bernasia.

Jest medialną hieną, jednym z dziesiątków paparazzi, którzy każdego dnia śledzą osoby publiczne, by z ukrycia zrobić im kompromitujące zdjęcia. Bernaś, znakomity fotograf prasowy i wojenny, przygląda się swemu bohaterowi z ciekawością. Unika ocen. Przy okazji opowiada o fotografii, która kradnie duszę, zamiast spotkaniem z drugim człowiekiem jest atakiem na niego.

Nie ma winy i nie ma kary. Rozmawiamy o show-biznesie. Wiesz, ja kradnę czasem ludziom prywatność. Ludziom tego trzeba (…). Kiedyś wrzucało się pięć lwów do klatki i jednego kolesia, który coś tam przeskrobał, a towarzystwo się gapiło, jak te lwy go wcinały. Potem zrobili inną kombinację: wrzucili dwóch kolesi i cztery lwy…”. „Kim ty jesteś w tym układzie?” – pyta reżyser zza kadru. „Ten, co sprzedaje bilety” – pada odpowiedź.

Film Piotra Bernasia to opowieść o tabloidyzacji mediów, ale także o moralnym wymiarze pracy paparazzi. Bohater, dla którego ciągła pogoń za sensacją jest warunkiem funkcjonowania w zawodzie, z czasem zaczyna mieć wątpliwości, co do tego, czy wolno mu przekraczać kolejne granice w pogoni za adrenaliną, pieniędzmi i sukcesem.

„Wojciech Zamecznik. Dom na głowie” Adama Palenty – okruchy pamięci

Kadr z filmu "Wojciech Zamecznik - Dom na głowie". Na zdjęciu sam artysta, fot. materiały promocyjne

Kadr z filmu „Wojciech Zamecznik. Dom na głowie”. Na zdjęciu sam artysta, fot. materiały promocyjne

„Wojciech Zamecznik. Dom na głowie” to opracowany przez Adama Palentę dziewiętnastominutowy wybór scen z filmowego archiwum Wojciecha Zamecznika, grafika i projektanta, który na taśmie filmowej między 1946 a 1966 rokiem uwieczniał codzienność swojej rodziny. Intymne obserwacje u Zamecznika zostają ubrane w wysublimowaną plastyczną formę, zakomponowane w piękne kadry. W ich centrum znajdują się najbliżsi artysty: dwaj synowie, żona, przyjaciele.

Juliusz Zamecznik, syn grafika wspomina:

…nasze życie prywatne nie było odgraniczone od życia profesjonalnego mojego ojca. Cały czas byliśmy świadkami jego pracy i byliśmy w tę pracę włączani czy to jako asystenci, czy jako modele. Można powiedzieć, że żyliśmy pracą rodziców i ich znajomych i ta praca nie wydawała nam się pracą, lecz zabawą”.

 

„Dom na głowie” zrealizowany na zamówienie Fundacji Archeologii Fotografii, to nie tyle portret artysty, co próba zrozumienia jego prac i ich sensu. Kolaż Palenty staje się opowieścią o fotografii jako narzędziu pamięci, sposobie ocalenie emocji i wspomnień przed ich utratą i zacieraniem.

„Lewa strona twarzy” – rozmowy nad obiektywem

Leszek Krutulski od 2010 roku jeździ po kraju i wykonuje półportrety wszystkim, którzy zgodzą się zasiąść przed jego obiektywem. Fotografuje tylko jedną, lewą część twarzy. W roku 2020 zacznie fotografować prawą połowę ich twarzy. Stojąc za aparatem rozmawia ze swoimi bohaterami o czasie, przemijaniu, marzeniach i lękach. Za dziesięć lat chce powrócić do tych tematów.

Kiedy młody reżyser Marcin Bortkiewicz spotkał Krutulskiego na festiwalu Hommage à Kieślowski, postanowił nakręcić o nim film dokumentalny. Z kamerą towarzyszył fotografikowi i jego bohaterom, przysłuchiwał się rozmowom, przyglądał twarzom. „Przez całe swoje życie nie rozmawiałem tyle o przemijaniu, śmierci i czasie” – mówił Marcinowi Bortkiewiczowi.

Jego „Lewa połowa twarzy” to opowieść o otwieraniu się na innego, o ludzkiej nadziei i strachu. Bezpretensjonalny dokument, budzący skojarzenie z „Gadającymi głowami” Krzysztofa Kieślowskiego, w 2013 roku został nagrodzony podczas 54. Festiwalu dei Popoli we Florencji.

„Portrecista” Ireneusza Dobrowolskiego – śmierć w kadrze

Fotografia Wilhelma Brasse z filmu "Portrecista", fot. materiały prasowe producenta

Fotografia Wilhelma Brasse z filmu „Portrecista”, fot. materiały prasowe producenta

Dla Wilhelma Brasse fotografia była pasją i przekleństwem. To ona uratowała mu życie. Gdy w czasie II wojny światowej trafił z Katowic do Auschwitz, miał za sobą kilka lat pracy jako fotograf. W hitlerowskim obozie jego umiejętności okazały się przydatne – niemieccy żołnierze uczynili Brassego obozowym fotografem. Trafił do komando rozpoznawczego Wydziału Politycznego, obozowego gestapo. Tu pod okiem SS prowadził fotograficzną dokumentację obozu od jego powstania do ewakuacji. Fotografował to, co mu kazano: pracę więźniów, prywatne spotkania oficerów SS z ich rodzinami, doświadczenia medyczne, a przede wszystkim robił policyjne portrety więźniów do kartotek. Przez lata wykonał ich około 50 tysięcy. Po wojnie już nigdy nie wziął do ręki aparatu fotograficznego.

Doświadczenie Wilhelma Brasse u Ireneusza Dobrowolskiego staje się pretekstem do opowieści o piekle historii. Obozowy fotograf po latach wraca do traumatycznych wspomnień, mówi o najstraszliwszych przypadkach, przypomina obrazy, których nie potrafi wyrzucić z pamięci. Opowiada o swoich dawnych sąsiadach, dla których u obozowych oprawców wypraszał szybką śmierć, i wspomina młodą dziewczynę, której oczu nie potrafi zapomnieć mimo upływu lat. „Portrecista” to wstrząsająca opowieść o wojnie, ale też o fotografii, która z pasji zmieniła się w przekleństwo.

Film można obejrzeć na stronie TVP.

„Ja kinuję” – sceny z życia Zofii Chomętowskiej

Zofia Chomętowska z aparatem Leica, ok. 1933 © Gabriella i Piotr Chomętowscy, Fundacja Archeologia Fotografii

Zofia Chomętowska z aparatem Leica, ok. 1933 © Gabriella i Piotr Chomętowscy, Fundacja Archeologia Fotografii

„Ja kinuję” to unikatowy materiał filmowy Zofii Chomętowskiej z końca lat 20-tych. Najciekawsza polska fotografka pierwszej połowy XX wieku w materiałach filmowych opowiada o życiu prywatnym swoim, swojej rodziny i przyjaciół.

Filmy zrealizowane na taśmie Pathé Baby (z perforacją w środku), po dziewięćdziesięciu latach dzięki Fundacji Archeologia Fotografii zostały zdigitalizowane i zmontowane w materiał, w którym znalazło się miejsce dla scen zarejestrowanych w rodzinnym Porochońsku, a także w Królikarni, Wenecji i Tunezji. W filmowych fragmentach obok samej Chomętowskiej pojawia się jej mąż Jakub, a także Izabella Radziwiłł, gen. Carton de Wiart, Jadwiga Tereszczenko, Józef Haller, Michał Pawlikowski i wiele innych znanych osób.

Dwudziestopięciominutowa opowieść ułożona została według pomysłu Karoliny Puchały Rojek. Autorem komentarza literackiego jest Mikołaj Łoziński, a muzyczną ilustrację stworzyła Kapela ze wsi Warszawa.

„Nieskończoność dalekich dróg. Podsłuchana i podpatrzona Zofia Rydet” Andrzeja Różyckiego

Zofia Rydet fotografuje Stanisa Solocha, fot. Maciej Plewiński / Forum

Zofia Rydet fotografuje Stanisa Solocha, fot. Maciej Plewiński / Forum

Zrealizowany w 1989 roku, nagradzany na festiwalach film Andrzej Różyckiego to opowieść o Zofi Rydet, jednej z najwybitniejszych postaci fotografii polskiej. Dzięki bliskiej, przyjacielskiej relacji łączącej reżysera i bohaterkę filmu na ekranie udało się stworzyć szczerą i osobistą opowieść artystki, znanej głównie z takich cykli fotograficznych, jak: „Zapis socjologiczny”, „Mały człowiek”, czy „Czas przemijania”. W „Nieskończoności…” dzieli się ona swoimi przemyśleniami na temat fotografii, opowiada o procesie twórczym, a także o sobie.

Żródła: Archeologia Fotografii, Culture.pl, inf. własne.